Książka

Jest to książka, która z pewnością otworzy oczy wielu czytelnikom, którzy nie mają zielonego pojęcia o Afganistanie, o tym co tam robią nasi żołnierze i nie mają pojęcia, co to jest ochrona obiektów oraz ludzi.

Już niebawem na naszej stronie pojawi się recenzja książki! Tymczasem zobaczcie co piszą o niej Ci, którzy książkę już przeczytali i postanowili podzielić się swoimi opiniami z jej Autorami:

Książka „AFGANISTAN, Relacja BOR-owika” jest – wg mnie – książką BARDZO WARTOŚCIOWĄ. Jest książką, która z pewnością otworzy oczy wielu facetom, którzy NIE MAJĄ ZIELONEGO POJĘCIA O AFGANISTANIE, NIE MAJĄ ZIELONEGO POJĘCIA, CO TAM ROBIĄ NASI „ZIELONI” I NIE MAJĄ POJĘCIA, CO TO JEST OCHRONA OBIEKTÓW I LUDZI.” dr Adam S. M… — „Całe szczęście, że mam obraz ochrony placówek dyplomatycznych, gdy w okresie „minionym” ochroną tą zajmowali się oficerowie nie istniejących już Nadwiślańskich Jednostek MSW – więc w 100% wierzę relacjom BORowika (mam nadzieję, że Firma nie będzie „ciągnęła Go za konsekwencje”). W sprawach nadzoru, nieczytanych przez decydentów sprawozdań, wyposażenia, warunków pracy/służby, warunków socjalno-bytowych, wody i wyżywienia, idiotyzmów i zamętu wprowadzanego przez cywilnych pracowników placówek i ich przełożonych z MSZ – NIE ZMIENIŁO SIĘ NIC od wielu, wielu lat!!! W dodatku widzą to nasi sojusznicy z innych ambasad i kontyngentów wojskowych.” Bartek R. — „Napisana nie jest do końca fachowo. Trochę jak czyjś prywatny dziennik, trochę wygładzony i podzielony na rozdziały. To ma swój urok, ale i w tym sporo możnaby jeszcze dopracować odnośnie stylu i oprawy.   Za to treść! Treść powala! Jest po prostu super! Od spostrzeżeń, różnic kulturowych (odkrywanie ich), po poziom naszych „dygnitarzy” (gdybym się o to nie otarł w zyciu, to bym powiedział, że przesadzone – ale wcale nie 🙁 ).   Można sie czepic kilku literówek czy ASG nie wiadomo skąd, ale to są drobiazgi. Moim zdaniem – absolutnie warto i wręcz TRZEBA przeczytac. Cieszę sie, że taka książka się pojawila. Przynajmniej jest autentyczna.” Rafał G.

Opis książki:

Młody funkcjonariusz BOR, prymus kursu i znakomity strzelec, został oddelegowany w 2007 roku do ochrony organizującej się polskiej ambasady w Afganistanie. Trafił w środek bałaganu, który postanowił uwiecznić w dzienniku, łamiąc zasadę, że z „firmy” nic na zewnątrz się nie wydostaje.

Pozwolił sobie na krytykę pośrednią i bezpośrednią bezsensownych procedur, nieszczerych przełożonych i niektórych kolegów dekowników w kraju.

Czy wiedzieliście, że ambasadę w Kabulu ochraniało czterech funkcjonariuszy (i kilku lokalnych strażników), którzy spali w suterenie i byli gorzej wyposażeni od służących w polskim kontyngencie wojskowym specjalistów? Na posiłki woleli jeździć do baz sił ISAF, choć wkrótce po opuszczeniu ambasady tracili łączność radiową z obsadą placówki.

Ich meldunki do Warszawy z prośbą o opancerzone auto dla ambasadora „ginęły”, natomiast opisom fatalnego położenia placówki nikt w tejże Warszawie nie dawano wiary.

Dodaj komentarz